Test rewolwerów Pietta i Uberti

Uberti vs Pietta

W jednym z odcinków „American Guns”, u nas znanym jako „Broń na sprzedaż”, szefowi firmy zaproponowano kupno prawdziwego rarytasu w kolekcjonerskim świecie – oryginalnego Colta Walkera i Dragoona. I o ile ten drugi nie jest rzadkością, chociaż ceny oscylują w granicach kilkudziesięciu tysięcy dolarów, to największe dziecko Colta stanowi prawdziwy rarytas o wartości przekraczającej pół miliona! Wezwani eksperci szybko potwierdzili autentyczność dragoona, ale walker wprowadził ich w zakłopotanie.
Niby wszystko jak w oryginale, ale jednak coś im się nie zgadzało i dopiero wnikliwa analiza wykazała, że to doskonała replika odwzorowująca rewolwer z epoki. I do tego włoska, prawdopodobnie z lat 70. lub 80. XX wieku!

Trudno teraz powiedzieć, której firmy było to dzieło, gdyż w tamtym czasie istniało wielu mniejszych lub większych wytwórców rewolwerów, takich jak A. Uberti, F.lli Pietta, Armi San Marco i Armi San Paolo, Palmetto etc. Jednak z biegiem lat część z nich zaprzestała działalności lub zmieniła nazwę i profil. Tak więc południowcy z Półwyspu Apenińskiego mają już ponad półwieczną tradycję w produkowaniu historycznych replik i jak pokazał przykład podany wyżej, jeśli chcą, to potrafią.

Obecnie masową produkcją różnych modeli rewolwerów zajmują się tylko dwie firmy: F.lli Pietta, z siedzibą w Gussago w północnych Włoszech, założona przez Giuseppe Pietta i jego żonę Elisabettę Zanetti w latach 60. XX wieku i leżącą po sąsiedzku, bo oddaloną tylko o 20 km Aldo Uberti z Gardone Val Trompia, uchodzącą za jedną z najstarszych na rynku, gdyż jej początki sięgają jeszcze 1959 r. Śmiało można powiedzieć, że kowboje na wszystkich kontynentach w dużej mierze posługują się ich replikami. Co prawda, jeśli chodzi o rewolwery centralnego zapłonu, to na zawodach widać też amerykańskie Colty 1873 wypuszczane do tej pory przez USFA z Hartford, znakomite Rugery Vaquero i New Vaquero czy też brazylijskie Taurusy Gaucho, ale wśród rewolwerów kapiszonowych królują wyroby włoskie właśnie tych dwóch firm. Bo chociaż cieszący się największym uznaniem producent replik broni historycznej Davide Pedersoli, którego flagowymi modelami są Remington 1858 i Roger and Spencer, oferuje produkty z najwyższej półki, to przeznaczone są one raczej do precyzyjnych strzelań tarczowych niż do tłuczenia na zawodach dynamicznych. Poza tym cena… A budżetowy R&S, chociaż był także jeszcze niedawno oferowany przez Euroarms, jest coraz rzadziej dostępny.

Przyjrzyjmy się zatem tym dwóm największym konkurentom, gdyż wśród użytkowników zdania są podzielone. Część uważa, że lepsze, jeśli chodzi o jakość, robi firma z Gardone. Inni uważają, że ta z Gussago nie ma sobie równych.

Jako model do „torture” testu wybrałem Remingtona New Army 1858, z tym że w wypadku Pietty był to model special barrel charakteryzujący się dłuższym bębnem i dłuższym stożkiem przejściowym lufy.

Oba rewolwery przyszły do mnie oryginalnie zapakowane i były losowo wybrane z najnowszej produkcji z 2017 r.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to różnice w opakowaniu.

Rewolwer Uberti zapakowany jest w kartonowe pudełko imitujące nadrukiem i kolorem sosnową kasetkę .Przedstawiono na niej scenkę z kowbojami łapiącymi byka na lasso, a także leżące na czaszce bizona kowbojskie buty, Colt 1873 i Winchester 1866. W środku, znajduje się miejsce kształtem przypominające broń i wypełnienie kartonowe. Napis WORLD›S FINEST REPLICAS dopełnia dzieła. Ogólnie rzecz biorąc, według mnie, prezentuje się zbyt skromnie, żeby nie powiedzieć ubogo.

Za to Pietta oferuje kolorowe, kredowe tekturowe opakowanie z fotografią przedstawiającą pierwszego colta Patersona. Jednak najciekawsze jest w środku, gdyż po otwarciu okazuje się, że rewolwer spoczywa w masywnej styropianowej skrzyneczce z kształtnym wycięciem i pięcioma przegródkami, co znakomicie zabezpiecza go przed urazami nie tylko podczas transportu, ale doskonale nadaje się także do przechowywania po strzelaniu i wyczyszczeniu. Liczne przegródki mogą pomieścić niezbędne akcesoria typu kule, kapiszony itp. I chociaż nie powinno się oceniać książki po okładce, to dbałość o estetyczne, wielofunkcyjne i bezpieczne opakowanie dobrze świadczy o producencie i sugeruje, że wewnątrz znajduje się równie pieczołowicie wykonany produkt.

Oba rewolwery znajdują się w celofanowych torebkach i są obficie nasmarowane środkiem konserwującym. Przyznam, pudełko z Remingtonem Pietta otwierałem z zaciekawieniem. Dystrybutor zapewnił, że obecnie firma dokłada wszelkich starań, żeby dorównać konkurentowi i podnieść swoją reputację, ale miałem podstawy, żeby myśleć inaczej. Przez ponad 12 lat przez moje ręce przewinęły się dziesiątki rewolwerów różnych wytwórców. Przecież jeszcze niedawno produkty tej marki były bolączką wielu właścicieli. Po prostu po zakupie broń wymagała solidnych zabiegów rusznikarskich. Potem owszem, strzelała i to nieźle, ale za jaką cenę…

Za to uberti zazwyczaj pozytywnie zaskakiwało jakością wykończenia. W zasadzie rewolwery były gotowe do użycia „out of the box”, jak mawiają za oceanem. Chociaż i w nich zdarzały się czasem małe wpadki. Zwłaszcza dotyczące jakości sprężyn.

Tak więc remington z Gardone utrzymał jakość. Tego się spodziewałem i nie na darmo Uberti ma świetną opinię. Po wyczyszczeniu moim oczom pokazał się śliczny, połyskujący znakomitą czarną oksydą rewolwer. Chwyt, napięcie kurka, delikatny nacisk na spust z przytrzymanym kciukiem kurkiem i już wszystko jasne. To doskonale spasowany i wykonany rewolwer, z którego strzelanie będzie prawdziwą przyjemnością.

Za to kapiszonowiec z Gussago bardzo pozytywnie zaskoczył. Po kilku ruchach ściereczką zobaczyłem pięknie wykonany rewolwer z matową rękojeścią imitującą kolorem mahoń. Przez chwilę nawet myślałem, że to żart dystrybutora, ale napisy na bocznych ścianach lufy jednoznacznie nazywały producenta.

Na pierwszy rzut oka oba wyglądają niemal tak samo, ale podczas porównania okazuje się, że nie są identyczne. Od razu można zauważyć, że propozycja Gardone ma trochę krótszą i węższą rękojeść, lekko rozkloszowaną u dołu, a konkurent masywniejszą, leżącą pewniej w średnich i większych dłoniach. Także muszki są różne. Chociaż kształty i wysokość mają podobne, typowo remingtonowe, to pietta jest krótsza i w przekroju bardziej okrągła. Uberti zaś ma muszkę dłuższą, owalną i, co dla niektórych strzelców ważne, zamocowaną na jaskółczy ogon, a więc z możliwością regulacji w lewą lub prawą stronę.

Co do wyglądu nie mam żadnych zastrzeżeń.

Oba pokryte są doskonałą, błyszczącą i czarną, wysokiej jakości oksydą. Ogólnie odnosi się wrażenie, że rewolwer Pietty jest masywniejszy i cięższy. To nie tylko wrażenie. Przy bliższych oględzinach okazuje się, że lufa jest o około 0,7 mm grubsza, dłuższy jest także bęben (chociaż ma niemalże identyczną pojemność) i rama. Także wyfrezowania na bębnie, które go blokują w pozycji gotowej do strzału są dłuższe i głębsze. Masa według danych producenta wynosi 1250 g, podczas gdy konkurencyjny model waży o około 30 g mniej.

Orzechowe, dwuczęściowe rękojeści w obu rewolwerach są ładnie wykonane i dopasowane, z tym że w uberti drewno pokryte jest grubą warstwą błyszczącego lakieru, co razi od razu, zaś w drugim, użyto czegoś w rodzaju matowej lakierobejcy, co wygląda znacznie korzystniej i zapobiega ślizganiu się w dłoni. Nie są identyczne także osłony spustu. Niewielkie różnice dotyczą głównie długości ramy i wyfrezowanej na grzbiecie szyny celowniczej. Stąd pietta jest masywniejsza i ma większy kabłąk, co powinni docenić strzelcy z większymi palcami, chociaż w tym wypadku język spustowy znajduje się bliżej środka.

Różnice można dostrzec także wewnątrz luf.

Chociaż oba mają stosunkowo głębokie, sześciopolowe lewoskrętne gwinty 1:30 (dane ze strony producenta), to w Remingtonie z Gardone pola i bruzd mają jednakową szerokość, zaś u konkurenta bruzdy są dwa razy szersze niż pola. Tyle na pierwszy rzut oka.

Przejdźmy teraz do sprawdzenia spasowania i kultury pracy mechanizmów.

Oba rewolwery są dobrze spasowane, osiowe, nie budzi zastrzeżeń także tzw. timing. Co prawda mają innej grubości osie bębnów, ale to zupełnie nieistotne, za to delikatna różnica dotyczy tylko szczeliny między czołem bębna a wlotem lufy. W Uberti wynosi 0,20 mm, a w Pietta w tylko 0,05 mm.

Niestety, podczas sprawdzenia kultury pracy mechanizmów okazało się, że w Remingtonie Uberti nie ma sprężyny popychacza bębna. To pierwsze zaskoczenie.
Co prawda rewolwer można przeładować, ale tylko pochylając lufę lekko do dołu, kiedy zintegrowany śrubką kurek mechanicznie podnosi go i wysuwa. Trudno teraz powiedzieć, dlaczego oddano taką broń na sprzedaż. Może była to chwila nieuwagi składającego? Może tak, gdyż podczas próby automatycznie pochyla się lufę przy napinaniu. A może dał o sobie znać włoski luz?

Nie budzi za to zastrzeżeń praca mechanizmów produktu z Gardone. Wszystko chodzi płynnie bez oporów. Regulowana sprężyna główna pozwala na dostosowanie siły spustu według indywidualnych potrzeb. Trzeba przy tym pamiętać, że nie jest to rewolwer stricte tarczowy, ale rekreacyjny, więc nawet ta regulacja nie uczyni z niego wyczynowej broni. Tu trzeba już nad nim popracować.

Język spustowy jest starannie zaokrąglony po bokach, co sprawia, że palec przyjemnie się na nim opiera. Ogólnie, jeśli chodzi o wykończenie detali, firma dołożyła wszelkich starań, by użytkowanie i operowanie rewolwerem było przyjemne i bezpieczne dla strzelca. Wszystkie krawędzie zostały pieczołowicie wygładzone bądź zaokrąglone – począwszy od zatrzasku pobojczyka, przez oś bębna i nawet krawędzie, głowę i ogon kurka.

Za to w Remingtonie Pietta czuć opór podczas napinania kurka. Wydaje się jakby coś tarło wewnątrz, ale pomaga regulacja śrubą napięcia sprężyny, która notabene jest łatwiejsza do kręcenia, gdyż ma większy łeb i odpowiednio głębsze gniazdo, w które wchodzi. To sprawia, że nie przeszkadza palcom trzymającym chwyt. Wygląda na to, że sprężyna kurka jest za długa i po prostu trzeba ją mechanicznie skrócić. Język spustowy chociaż tej samej szerokości, jest bardziej płaski i nie tak wyprofilowany, co sprawia, że palec musi naciskać na niego większą powierzchnią. Czy jest to wada? Na pewno trzeba się do tego szerszego nacisku przyzwyczaić. Mnie bardziej odpowiada kształt spustu u konkurenta. Ponadto tu język spustowy chodzi bardziej chropowato i ma wyczuwalny jałowy bieg. Także główka zaczepu kurka jest siermiężnie wykonana i chociaż nie kaleczy palców, to daleko jej do miękkości uberti. Podobnie rzecz się ma z kształtem i krawędziami kurka. Są za surowe i kanciaste. Także ogon jest trochę krótszy, ale przy tym ma dłuższą drogę.

Wyciąganie bębna w obu rewolwerach jest równie proste i bezproblemowe. Oczywiście, jeśli ktoś robi to po raz pierwszy, może mieć problemy, ale wystarczy spróbować kilka razy, by poznać pewne triki, które w znacznym stopniu ułatwiają i przyspieszają czynności związane z jego wymianą.

Pod względem wykończenia wnętrza ramy oba rewolwery reprezentują ten sam poziom. Na obu widać delikatne ślady po maszynowej obróbce, z tym że wnętrze ramy w uberti jest oksydowane na matowo, a Pietta zastosowała błyszczącą, tę samą, co na zewnątrz. Także tył bębna w pietcie nosi niewielkie ślady, ale nie wpływa to ani trochę na mechanikę i kulturę jego pracy. Uwidacznia się także dopasowanie kurka do szczeliny zabezpieczającej wyciętej w bębnie Remingtona Uberti. U sąsiada kurek jest wyraźnie szerszy i wchodzi za płytko, ma małe luzy, co nie gwarantuje należytego bezpieczeństwa.

Za to pobojczyk Pietty wykonano solidniej. Ta część to znana bolączka posiadaczy Remingtonów. Zazwyczaj pod naciskiem pękają łączniki dźwigni z tłoczkiem wciskającym kulę.

Z niewiadomych powodów łącznik uberti jest nacięty w połowie długości, co sprawia, że jego wytrzymałość zmniejsza się o połowę. Czyżby specjalne działanie firmy, która chce sprzedawać części zamienne?

Teraz czas na strzelanie

Odbyło się w temperaturze ponad 30 stopni, pełnym słońcu świecącym w plecy, ale przy silnym bocznym wietrze. Z każdego rewolweru wystrzelono 20 bębnów. Przed strzałem rewolwery zostały gruntownie rozebrane i wyczyszczone ze smaru fabrycznego, a mechanizmy spryskane tylko Brunoxem. Jak na „torture” test przystało, oś bębna także nie była smarowana. Pominięto również zasmarowywanie kul w naładowanych komorach. Tym, którzy gotowi są mnie teraz oskarżyć o łamanie zasad bezpieczeństwa dotyczącego tzw. zapłonu łańcuchowego wyjaśniam, że w komory bębnów wsypywany był 1 g czarnego prochu typu vesuvit LC i reszta uzupełniana kaszką manną – a to wystarczające ochrona.

Pomimo świecącego od tyłu słońca, przyrządy celownicze były dobrze widoczne. Bez problemu można było zgrać muszki i szczerbinki, chociaż obie ramy mają inny kształt rowka i frezu szczerbiny. Mnie bardziej odpowiada szersza muszka w Remingtonie Pietty oraz szersze powierzchnie wierzchu szyny celowniczej na górze ramy.

Strzelałem ładując bez przecierania osi i czoła bębna. Chociaż pierwszych 10 bębnów było strzałami docierającymi, oba rewolwery zachowały przyzwoitą celność do czwartej kolejki. Z każdym następnym wyniki wyraźnie się pogarszały z powodu narastającego suchego nagaru w lufie. Używałem kapiszonów niemieckiej firmy RWS nr 1075, które swobodnie wchodziły na kominki w obu rewolwerach. Podczas całego testu tylko jeden z nich spadł i było to w uberti. Kapiszony za każdym razem odpalały. Kilka razy zanotowałem niewielką blokadę podczas obracania bębna spowodowaną rozdętymi kapiszonami. Jednak nie wymagało to ani odłożenia broni, ani użycia zdzieraków. Po prostu delikatny ruch w lewo i prawo bębnem oswobadzał go i można było kontynuować strzelanie.

W obu rewolwerach, pomimo narastającego nagaru, nie było problemu z obrotem bębna i zatarciem nagarem osi. O ile w uberti szczelina wynosi 0,20 mm więc teoretycznie powinien być mniej podatny na bród, to prawdziwą niespodziankę sprawił Remington Pietta, który pomimo wąskiej szczeliny wynoszącej tylko 0,05 mm, sprawował się znakomicie. Oczywiście, im więcej wystrzelonych bębnów, tym oba ciężej się obracały, ale nadal swobodnie je można było napinać kciukiem strzelającej ręki.

Po dziesiątym wystrzelonym bębnie w obu remingtonach została wyczyszczona lufa, czoło bębna i nasmarowana oś. Teraz przyszedł czas na strzelanie typowo tarczowe. Rewolwery były używane na przemian.

Zacznę od pietty. W związku z tym, że mam raczej dłoń średniej wielkości, lepiej mi leży w ręku, gdyż ma masywniejszą i dłuższą rękojeść. Wydaje mi się lepiej wyważony, dzięki czemu chwyt mam pewniejszy, chociaż mały palec mimowolnie podpiera rękojeść od dołu. Muszka i szczerbinka są dobrze widoczne i celowanie nie sprawia żadnych kłopotów, nawet w słońcu. Jak wspomniałem wcześniej, rewolwery były wyciągnięte prosto z pudełek, więc i praca mechanizmów oraz opór spustu nie były poprawiane. Jednak już po kilku wystrzelonych bębnach mój palec przyzwyczaił się do płaskiego języka spustowego i bez wysiłku wyczuwałem jego lekki, chropowaty, krótki jałowy bieg, potem większy opór i strzał. Pomimo że sprężyna jest mocniejsza (jak przystało na wojskowy rewolwer) i dłuższa, co powoduje charakterystyczne tarcia, strzelanie nie jest męczące. Szybko można się przyzwyczaić. Nie przeszkadza nawet krótszy ogon kurka i jego dłuższa droga. Po setce strzałów odniosłem wrażenie, że mechanizmy się dotarły.

Za to Remington Uberti po wzięciu w dłoń dosłownie wysuwa się z niej i leci na lufę. Przynajmniej ja mam takie odczucia i muszę ten rewolwer stabilizować małym palcem od spodu rękojeści. Dodatkowo lakier powoduje, że chwyt nie jest silny i palce się ślizgają. Widać to na tarczy, gdzie cztery pierwsze strzały dosłownie się stykają, a dwa ostatnie już oddskakują.

Ten także ma mocną sprężynę i palec musi pokonać opór, by padł strzał, ale jest to do przezwyciężenia i już po kilku strzałach nic nie przeszkadza. Piszę tak dlatego, że zazwyczaj strzelam dynamiczne konkurencje kowbojskie, gdzie miękkość spustu nie ma aż takiego znaczenia. Ogólnie, kultura pracy mechanizmów jest wyższa niż u konkurenta. Węższa muszka nie przeszkadza w celowaniu, chociaż dla mnie ma za dużo luzu w świetle szczerbinki.

Oba rewolwery są równie celne. Lekka przewaga może być po stronie uberti, ale tylko dlatego, że pietta ma znacznie twardszy spust. Jakie są tego konsekwencje, strzelcy wiedzą doskonale. Oba rewolwery, (używałem 1 g prochu) wydają się przestrzelane centralnie w punkt na dystansie 20–25 m. Niestety, silny wiatr, słońce oświecające przyrządy i zmęczenie ręki związane z ładowaniem kolejnych bębnów powodowały, że czasem lekko topiłem muszkę lub ją podnosiłem. Po kilku strzałach zdecydowałem się sprawdzić wyłącznie skupienie, chociaż było to utrudnione z powodu warunków, o których pisałem powyżej. Po wielu wystrzelanych seriach mogę śmiało powiedzieć, że nawet z takimi twardymi spustami i mocnymi sprężynami można nie wyjść poza obszar 9 na dystansie 25 m. Kule nie były ważone, proch leciał z prochownicy, a kaszkę sypałem na oko. Zdjęcia mówią same za siebie.

Uwagi końcowe

Po wyczyszczeniu rewolwerów okazało się, że na bębnie remingtona z Gardone są wytarte ślady po blokadzie, która wyorała małe wślizgi w zapadki. W ogóle cały bęben jest porysowany Na bębnie pietty widać tylko lekkie ślady między zapadkami wytartej oksydy bez uszkodzenia metalu. Dodam, że przed strzelaniem obie blokady zostały sprawdzone, czy nie mają na sobie ostrych krawędzi lub nierówności. Obie były gładkie i wypolerowane. Wygląda więc na to, że metal, z którego wykonano rewolwer Uberti, jest znacznie bardziej miękki niż konkurencyjny.

Uszkodzenia pojawiły się również na kurku i na blokadzie bębna. Obydwie współpracujące części wytarły się do tego stopnia, który sugeruje pojawienie się poważnych problemów w najbliższej przyszłości. Popychacz bębna ma mocno uszkodzoną oksydę.

W pietcie nie stwierdzono takich uszkodzeń. Wprost przeciwnie – niektóre części, jak na przykład popychacz bębna, wyglądają na nieużywane. Jego powierzchnia jest bardzo utwardzona.

Jakie wnioski można wysnuć?

Oba rewolwery mają swoje wady i zalety. Oba są wykonane dobrze, pięknie wyglądają i mają świetną oksydę. Tu nie można się mieć zarzutów. Do zalet uberti można zaliczyć lepsze dopieszczenie drobiazgów. Pod tym kątem pietta jest surowsza i chropowata, ale za to ma grubszą lufę, większy, pewniejszy chwyt i jest lepiej wyważona. Co prawda niektóre wewnętrzne części (np. sprężyny) wymagają poprawki, ale nie znam strzelca, który by nie poprawiał swojej broni, więc ten rewolwer stanie się na pewno wdzięcznym obiektem do pieszczenia i wykańczania według własnych gustów. Zaskakuje za to miękkość metalu w rewolwerach Uberti. Są delikatniejsze i przez to mniej wytrzymałe od konkurenta.

Bardzo mile zaskoczony jestem produkcją wytwórcy z Gussago.
Jej jakość zdecydowanie się poprawiła. Na pierwszy rzut oka oba konkurencyjne rewolwery wyglądają jakby wyszły z jednej fabryki. I chociaż wyroby Pietty trzeba po swojemu podrasować, to sprawiają wrażenie prawdziwych koni roboczych, które chociaż nie tak subtelne, to są niezawodne i wytrzymałe. A przecież o to chodzi w strzelaniu.

I mam nieodparte wrażenie, że w tym trwającym swoistym wyścigu przeciwnik Uberti okazuje się być czarnym koniem. Brawa dla Pietty!

Greg Crimea
CAS Shooter

Dodaj komentarz