Różne przeznaczenie

Historia założenia i rozwoju amerykańskiej firmy CRKT, zaliczanej dziś do ścisłej czołówki światowych producentów noży, była przedstawiona na łamach magazynu „Arsenał” w numerze sierpniowym 2012 r. Jak dziś się ma firma, która na dobre zadomowiła się na polskim rynku już ładnych kilka lat temu?

Wygląda na to, że całkiem nieźle, choć tymczasem przeżyła kilka przekształceń własnościowych i po jej założycielach w dostępnych szerokiej publiczności informacjach wszelki ślad zaginął. Firma zmieniła również siedzibę, obecnie znajduje się w Tualatin, w stanie Oregon. Swoją drogą, jest to chyba najbardziej „nożowy” stan USA, w którym mieści się znaczna część amerykańskich firm producentów noży. Amerykanie lubią zmiany, często też całkiem niespodziewane, choć niekoniecznie kwapią się ujawniać ich powody.

Bez zmian natomiast pozostaje polityka marketingowa firmy, polegająca na tym, aby zaoferować użytkownikowi dobry produkt w dobrej cenie. „More knife for the spent dollar” – jak to czasami mawiają Amerykanie, czyli „więcej noża za wydany dolar”. Wyroby firmy nadal wykonywane są z materiałów dobrej jakości, lecz popularnych i – co za tym idzie – dobrze oswojonych, nie zaś egzotycznych.

W równej mierze dotyczy to rozwiązań konstrukcyjnych, zapewniających użytkownikowi całkowicie rozsądny poziom wydajności, wygody i bezpieczeństwa. Na odrobinę luksusu firma czasami też sobie pozwala. Przykładem może być chociażby patentowany mechanizm osi obrotu klingi na miniaturowym łożysku kulkowym – rzecz całkiem przyjemna w dotyku, a jednocześnie znacznie podwyższająca koszt wytwarzania noża, lecz wcale nie konieczna dla wygodnego i bezpiecznego posługiwania się nim…

Bez zmian pozostała też struktura mocy produkcyjnych firmy, a dokładniej mówiąc całkowitego braku własnych. Wszystkie, bez wyjątku, wyroby CRKT nadal są produkowane w Chinach kontynentalnych albo na Tajwanie. Dziś to normalne w amerykańskim nożowym światku. Tak robią właściwie wszyscy amerykańscy producenci noży, ale w czasach założenia CRKT w 1994 r. było to odbierane jako „chwyt poniżej pasa” i niemalże brak patriotyzmu. Dla użytkownika jednak najważniejszym czynnikiem w sprawach wyboru pozostaje stosunek pomiędzy jakością a ceną i pod tym względem CRKT niewielu ma sobie równych. Tym właśnie można wytłumaczyć popularność ich wyrobów na rynkach nieco mniej zamożnej – w porównaniu z USA – a z tego samego powodu bardziej pragmatycznej i rozsądnej Europy.

Oczywiście dotyczy to również polskiego rynku. Tak czy owak na targach IWA w Norymberdze CRKT przedstawia co roku chyba najwięcej nowych modeli noży i innych spokrewnionych narzędzi. Większość z nich nosi czysto praktyczny, utylitarny charakter i są one przeznaczone do realnego użytku, nie zaś do podziwiania i epatowania w gronie pasjonatów. Właśnie takie przedstawiam w artykule. Aczkolwiek okazy egzotyczne, można by rzec popisowe, też znajdują się w ofercie firmy.

Bivy, niezbędnik – często zwany multi-toolsem, produkowany według projektu Hansa Florine’a, Kalifornijczyka z Lafayette, to z całą oczywistością nadrzędzie „wszelkowypadkowe”. Samochodu, a nawet roweru, takim nie rozłożymy, ale coś okazjonalnie podkręcić, przygiąć, przytrzymać czy przyciąć w nieprzewidywalnej sytuacji – można jak najbardziej. Zatem, udając się w podróż – na urlop czy w delegację, warto wrzucić do torby coś takiego. Z doświadczenia osobistego wiem, że jest bardzo przydatny. Kilka razy brałem udział w urządzeniu stoiska na różnych targach i nie zdarzyło się, by niezbędnik, który zawsze miewam przy sobie w podobnych sytuacjach, nie przydał się.

No Bother (czyli coś typu ‘nie zawracaj głowy’), opracowany przez Ryana Johnsona z Chattanooga, stan Tennessee, należy do gatunku „neck knives”, czyli noży noszonych na sznurku lub na łańcuszku dookoła szyi, na wzór wisiorka. Może to wydawać się zaskakujące, ale po nóż noszony w takiej pozycji najłatwiej sięgnąć w większości niespodziewanych sytuacji i niewygodnych lub wręcz nienaturalnych pozycji. Oczywiście dużego czy nawet średniej wielkości noża w ten sposób nosić się nie da, ale w każdym przypadku lepiej mieć pod ręką chociażby taki niż żaden.

Seria M16, opracowana w różnych wydaniach i wersjach przez Harolda „Kita” Carsona z Vine Grove, stan Kentucky, od wielu lat znajduje się wśród bestsellerów firmy. Ten model M16-14ZER Emergency And Rescue Knife – ekwipunek z gatunku „must be” dla ludzi, których codzienna praca polega właśnie na stawianiu czoła różnym niespodziankom, najczęściej niemiłym. Nóż jest wyposażony w twardostopowy wybijak do szyb, hak do bezpiecznego rozcinania pasów samochodowych, linek, sieci, ubrania i ekwipunku na rannym, tzw. flipper do błyskawicznego otwierania za pomocą jednej ręki. Nóż ma także wytrzymały i niezawodny mechanizm blokujący liner-lock.

M21, opracowany również przez „Kita” Carsona, to prawdziwy koń roboczy. Nie ukrywam, że jest nieco zbyt duży i ciężki do codziennego noszenia w warunkach miejskich (lżejsza i bardziej kompaktowa wersja również jest dostępna), ale na łonie dzikiej przyrody spokojnie może zastąpić nóż z klingą stałą w większości wyobrażalnych sytuacji. Prawdziwie wielozadaniowy, niezawodny i niezniszczalny…

Opracowany przez znanego hawajskiego projektanta Kena Oniona nóż Foresight (‘przezorność’) jest proponowany w ofercie firmy jako taktyczny i niewątpliwie spełnia wszelkie wymagania stawiane wobec tej kategorii noży składanych. Wyposażona w patentowany mechanizm łożyskowy oś obrotu klingi sprawia, że nóż otwiera się wyjątkowo szybko i płynnie po naciśnięciu „flippera”, który w otwartej pozycji stanowi jakby dodatkową gardę. Wyjątkowo poręczna, dobrze układająca się w dłoni rękojeść – swego rodzaju wizytówka Kena – zapewnia wygodną i bezpieczną pracę nożem nawet w rękawicach, w dłoni mokrej, zmarzniętej, mocno ubrudzonej albo i wszystko naraz.

SERGIUSZ MITIN

Dziękujemy firmie Kaliber za udostępnienie noży do zdjęć

Dodaj komentarz