Pistolet EDC – Urban Survival

Czasy się zmieniły. W naszym pięknym kraju jest coraz więcej broni. Coraz więcej ludzi nie tylko strzela, ale także nosi ze sobą broń. W związku z takim obrotem spraw, jak grzyby po deszczu, pojawiają się także szkolenia związane z wykorzystaniem broni.  Tak naprawdę to szkolenia były zawsze. Tylko nie każdy widział sens uczestniczenia w nich, bo w sumie po co?

Jednak dziś, gdy liczba broni rośnie, gdy coraz częściej ludzie nie tylko chodzą na strzelnicę, ale także noszą ze sobą broń, potrzeba odpowiedniej edukacji. To nieprawda, że samemu można się wszystkiego nauczyć. To nie prawda, że wystarczy „wywalić kilkaset pestek”, żeby coś umieć. Niestety. Żeby w czymś być dobrym, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. I to najlepiej, aby ktoś nie tyle pokazał określone czynności, co pilnował, czy dobrze wykonujesz swoje ćwiczenie. Oczywiście takie rozwiązanie jest tylko dla osób, które mają minimalnie pojęcie o broni. Minimalne, czyli kilka lat używania. Nie oszukujmy się. Na łamach poważnej gazety o strzelaniu i broni nie możemy się oszukiwać. I właśnie w tym miejscu powstał pomysł, aby zorganizować szkolenie, które pomoże oraz pokaże i otworzy oczy osobom chcącym nosić lub muszącym nosić broń. Jest to szkolenie Urban Survival pistolet EDC.

Co to w ogóle za szyfrowana nazwa? Skąd coś takiego u nas? Survival oznacza działanie w sytuacji awaryjnej (o tym w następnych artykułach). Zatem, idąc tropem Urban Survival, to działanie w sytuacjach awaryjnych, kryzysowych, tyle że w mieście. Miasto jest też tutaj pojęciem względnym, bo sytuacja zmuszająca do użycia broni noszonej w ukryciu może spotkać nas wszędzie. Co ma z tym wspólnego skrót EDC? Chodzi o sprzęt, wyposażenie noszone codziennie (z angielskiego Every Day Carry), czyli także o pistolet. I już mamy wytłumaczenie całego założenia szkolenia. Szkolenia dla osób, które noszą pistolet codziennie i trzeba nauczyć je, jak wykorzystać broń w sytuacji realnego zagrożenia.

Ktoś pomyśli: zaraz, zaraz. Przecież takie szkolenia są na rynku. Właśnie tutaj się myli. Takich szkoleń jest mało. Większość polega na strzelaniu, bo o to chodzi. Żeby strzelać i trafiać. I tutaj nikt nie protestuje. Musisz umieć trafić, mieć dobry chwyt na broni, wiedzieć, jak odpowiednia postawa wpływa na twój strzał. Jednak, nawet gdy to już umiesz, to nie oznacza umiejętności wykorzystania broni w sytuacji zagrożenia. Załóżmy, że jesteś posiadaczem broni. Nie ma znaczenia, czy służy ona do pracy, jest służbowa czy prywatna, do ochrony czy obrony. Masz ją dziś ze sobą. Kiedy ostatnio ćwiczyłeś szybkie dobywanie z kabury noszonej IWB na siedząco lub odwrócony do tarczy? A ćwiczyłeś, gdy ktoś dodatkowo szarpał cię za kurtkę, a ty musiałeś dobyć pistolet i oddać celny strzał? Co z tego, że ćwiczyłeś szybkie strzelanie na strzelnicy, jeśli w realnym świecie nigdy nie będziesz miał czasu na prawidłową postawę strzelecką. Poza tym jest duża szansa, że ten jedyny strzał ratujący życie będziesz musiał oddać z jednej ręki. A kiedy ostatnio ćwiczyłeś sytuację z parkingu, idziesz do samochodu z zakupami i z żoną? Co zrobić z koszulą lub kurtką w momencie dobywania broni? Pewnie kilka czytających osób prychnie śmiechem i pomyśli, że to brednie. Takie sytuacje przecież trenuje się często na ćwiczeniach. I mają trochę racji, jeśli ćwiczą takie sytuacje. Ma to sens pod warunkiem, że instruktor zaskakuje nas, że stwarza taką sytuację, do której się nie przygotowaliśmy i ciągle nas sprawdza. Na tym właśnie polega idea szkolenia „Pistolet EDC”.

Szkolenie jest przeznaczone dla wszystkich osób, które noszą, chcą nosić lub będą nosić broń. Uczestnikami pierwszej edycji były osoby cywilne i pracownicy mundurowi, co świadczy o zainteresowaniu takimi szkoleniami. Na początek dostarczono dużo wiedzy o broni. Jak jest zbudowana, które elementy są istotne ze względu na obsługę w szybkim instynktownym strzelaniu, jak odróżnić broń kurkową od bijnikowej i wiele innych elementów technicznych. Takie szkolenia, szczególnie dla mieszanych grup, musiały się zacząć od obszernego wstępu. Kolejna sprawa to wyrównanie poziomu wiedzy. Gwarantuję, że nikt się nie nudził. Drugi panel teoretyczny dotyczył sposobów przenoszenia. I to był najważniejszy punkt programu. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że każda osoba potrafi strzelić do tarczy, gdy ma broń w dłoni, ale nie każdy potrafi wydobyć bezpiecznie pistolet z kabury noszonej wewnętrznie, spod kurtki, nie wspominając o noszeniu broni przez cały dzień. To klucz całego szkolenia.

Jak przenosić?
Gdzie przenosić?
W czym przenosić?

Wszystko, żeby było bezpiecznie i szybko, łącznie z intuicyjnym dobyciem. Zostały omówione najnowsze rozwiązania kabur – od tych najtańszych i najprostszych do zaawansowanych kombajnów typu appendix. Ponieważ każdy ma inne preferencje, kaburę i sposób jej noszenia należy dopasować do swoich możliwości. To zajęło nam dużo czasu. Niestety, kluczem do noszenia broni EDC jest wiedza i otwarty umysł, nie tylko na nowe rozwiązania, ale także techniki. Trzeba wiedzieć, jakie są trendy i stosowane rozwiązania, które przecież szybko się zmieniają. Gdy uczestnicy otrzymali dawkę wiedzy teoretycznej, przyszedł czas na realne działania. Oczywiście najpierw na sucho. Najpierw składanie się do strzału, w kilku postawach. Potem pokazano sposób trzymania, przeładowania i zgrywania przyrządów. Przyszedł czas na pierwsze otarcia naskórka, pierwsze krople potu, a to nawet nie połowa szkolenia. Po godzinie przerwa na obiad. Nie można bez odpoczynku męczyć uczestników, bo jest moment, kiedy nie przyjmą więcej wiedzy. Kawa, herbata, kanapki. Chwila relaksu i telefon do żony „że żyję”, „jest fajnie” itp.

Po przerwie należało już podnieść poprzeczkę. Najpierw załadowanie magazynków i kilka strzałów na sprawdzenie, czy wszyscy osiągnęli ten sam poziom techniki strzelania. Najważniejsze zawsze jest bezpieczeństwo. To ostatni etap, gdzie można jeszcze sprawdzić, czy uczestnik nie będzie stanowił zagrożenia dla siebie i innych. Gdyby tak było, zawszejest plan B – druga oś z instruktorem, który będzie szlifował podstawowe umiejętności z uczestnikiem, aż osiągnie on poziom reszty grupy. Najważniejsza jest ciągła kontrola kierunku wylotu lufy i palca na języku spustowym. Reszta na każdym szkoleniu może być inna, ale stale należy pamiętać o bezpieczeństwie. Na szczęście wszyscy uczestnicy posiedli elementarne umiejętności, a niektórzy nawet te zaawansowane, więc można było przejść do następnego etapu, jakim były sposoby dobycia broni spod ubrania. Jak to zrobić, gdy mamy koszulę w ciepłe dni? Jak się zachować, gdy mamy kurtkę? Wreszcie najtrudniejsze, a jednocześnie najważniejsze, jak dobyć broń, gdy kurtka jest zapięta, przecież tak najczęściej poruszamy się po mieście. Takie właśnie sytuacje trzeba ćwiczyć. Powoli, systematycznie, uczestnicy dobywali pistolety na kilka sposobów i oddawali strzały do tarcz. Później należało przyspieszyć tempo ćwiczeń.

Gdy te techniki zostały opanowane, uczestnicy w parach zaczęli odgrywać proste scenki. Mały dystans, broń ukryta, napastnik już nas dotyka. Zasłonić się, wykonać blok, odepchnąć, wydobyć broń, przeładować. Na zmianę. Raz za razem. Znów krew ze zdartych naskórków, znów pot. Okazuje się, że to nie takie łatwe. Stara technika amerykańska 3 x 3. Trzy metry, trzy sekundy, trzy strzały. Scenariusze zmieniały się jak w kalejdoskopie. Strzelasz z lewej ręki, teraz z prawej. Teraz stoisz tyłem. Teraz broń wypadła w piasek. Musisz klęknąć, oczyścić i oddać strzał. Do tego w odpowiednim momencie dochodzi kolejny element, który w technice EDC jest bardzo ważny, a niejednokrotnie pomijany. Zmiana magazynka. Jak go przenosić? Gdzie? W kydexie ? W skórze? W kieszeni? Co zrobić, jeśli chcemy być zupełnie niewidzialni? Nie możemy wtedy mieć na pasie magazynków i pistoletu. I tutaj znów „ostra orka”. Tu już stale magazynki lecą w piach.

Łącznie każdy uczestnik w ciągu kilku godzin wystrzelił 150 sztuk amunicji. I mało, i dużo jednocześnie. Biorąc pod uwagę rodzaj szkolenia, to jest wystarczająca liczba, żeby coś zrozumieć i zobaczyć. Zrozumieć, że noszenie broni, a jej użycie, dobycie i jednoczesna ocena sytuacji, to niby trzy różne rzeczy, a tak naprawdę spójna całość. Czytelnik pewnie zapyta, kto prowadzi takie szkolenia. Survivaltech od wielu lat zajmuje się aspektami szkolenia z survivalu zielonego. W swojej ofercie ma jedno autorskie szkolenie łączące trening strzelecki z survivalem militarnym pod nazwą Combat Sere. To połączenie technik SERE z technikami zrywania kontaktu. Nie jest więc obce obycie bronią w Survivaltechu, ale żeby organizować szkolenie z wykorzystania pistoletu, musieliśmy sięgnąć po inne autorytety.

Głównym prowadzącym była osoba, która od ponad 10 lat szkoli na polskim rynku właśnie z użycia broni w sytuacji zagrożenia. Tyle musi wystarczyć na poświadczenie jakości. Zresztą rynek szybko weryfikuje słabe szkolenia. Kto się nie zna na robocie i opowiada historie wyssane z palca, nie ma po prostu klientów. My już mamy zapisy na kolejną edycję, która będzie nie tyle inna, co znacznie rozwinięta. Planujemy dwudniowy zjazd, gdzie oprócz przedstawionych powyżej elementów, dojdzie wykorzystanie latarki i zaawansowane scenariusze, strzelanie z pojazdu, wykorzystanie osłony oraz… plecaka ucieczkowego. Tak, to przecież URBAN Survival.

Paweł SUPER Supernat
www.survivaltech.pl

Dodaj komentarz